Biegasz, jeździsz na rowerze albo trenujesz na siłowni kilka razy w tygodniu, a jesienią łapiesz jedną infekcję za drugą. Ktoś poleca siarę bydlęcą: „wzmacnia odporność, sportowcy ją biorą”. Czy jest w tym coś więcej niż marketing? Ten artykuł omawia pięć badań, w których siarę podawano sportowcom; nie jest przeglądem całej literatury. Krótko: w jednym małym badaniu siara faktycznie zmieniła coś w jelitach zawodników, ale żadne z tych pięciu nie wykazało, że ktokolwiek dzięki niej rzadziej chorował. Poniżej: co dokładnie zrobili badacze i dlaczego ta różnica ma znaczenie.
Skąd pomysł, że siara pomaga sportowcom
Zacznijmy od tego, skąd w ogóle wziął się pomysł. Siara to pierwsze mleko, które krowa daje tuż po porodzie. Ma więcej przeciwciał i białek ochronnych niż zwykłe mleko, bo jej zadaniem jest ochrona cielęcia. Stąd hipoteza: skoro chroni cielę, może wesprze i człowieka. U sportowców dochodzi drugi wątek. Podczas długiego, ciężkiego wysiłku jelita dostają mniej krwi, a ich ściana może przez jakiś czas przepuszczać więcej niż zwykle. Jeśli siara pomaga tę ścianę „uszczelnić”, to – tak brzmi hipoteza – infekcje mogłyby być rzadsze. W jednym badaniu, u zawodników MMA, sprawdzono szczelność jelit. W dwóch, u zawodników MMA i graczy rugby, odnotowano zgłaszane zachorowania. Nie ustalono jednak, czy lepszy wynik testu szczelności jelit przekłada się na mniej infekcji.
Dwa zastrzeżenia na początek. Siara bydlęca to nie to samo co siara ludzka ani co odżywki mleczne z „dodatkiem kolostrum”. To też co innego niż laktoferyna sprzedawana osobno, choć laktoferyna jest jednym ze składników siary; każde z nich ma własne badania. O siarze poza sportem jest osobny artykuł: Siara bydlęca: kiedy może pomóc jelitom, a kiedy nie warto jej kupować?.
Jedno badanie, które naprawdę dotyczyło jelit
Jedyne z pięciu badań, które sprawdzało jelita, przeprowadzono u zawodników MMA, czyli mieszanych sztuk walki. Szesnastu zawodowców w środku sezonu podzielono na dwie grupy: jedna przez 20 dni dostawała 500 mg siary dwa razy dziennie, druga identycznie wyglądające saszetki z serwatką. Ani zawodnicy, ani badacze oceniający wyniki nie wiedzieli, kto dostaje siarę. Szczelność jelit sprawdzano prostym testem: pijesz roztwór dwóch cukrów, a po kilku godzinach z moczu widać, ile każdego z nich przeszło przez ścianę jelita. Na starcie wynik tego testu był podwyższony u sześciu z ośmiu osób w grupie siary i u czterech z ośmiu w grupie serwatki. Po 20 dniach u wszystkich ośmiu osób przyjmujących siarę wynik mieścił się w zakresie, który autorzy przyjęli za prawidłowy. W grupie serwatki wynik nie zmienił się istotnie, a różnica w zmianie między obiema grupami była istotna statystycznie (Nutrients, 2017). Drugi pomiar, stężenie białka zonuliny w stolcu, poszedł w tę samą stronę, ale słabiej: u pięciu z ośmiu osób nadal był powyżej przyjętej granicy.
To jedyny z pięciu wyników, który dotyczy jelit. Zanim pójdziemy dalej, trzy rzeczy, które warto o nim wiedzieć. Po pierwsze, to osiem osób w grupie. Po drugie, zawodowi zawodnicy w środku sezonu, nie ludzie biegający po pracy. Po trzecie, test z cukrami mówi o szczelności ściany jelita, nie o tym, jak się czujesz ani czy chorujesz. I tu zaczyna się właściwe pytanie.
Czy ktoś dzięki siarze mniej chorował?
W tym samym badaniu zawodnicy MMA wypełniali ankiety o samopoczuciu. Infekcję górnych dróg oddechowych zgłosiło dwóch z ośmiu w grupie siary i pięciu z ośmiu w grupie serwatki; dolegliwości trawienne zgłosiły cztery osoby z grupy serwatki i nikt z grupy siary. Wygląda zachęcająco, ale żadna z tych różnic nie była istotna statystycznie: przy ośmiu osobach w grupie nie da się odróżnić efektu od zwykłej zmienności. Sami autorzy dodają, że ci sami zawodnicy skarżyli się na podobne dolegliwości jeszcze przed badaniem. To nie jest dowód, że siara działa, ani dowód, że nie działa. To za mało ludzi, żeby cokolwiek rozstrzygnąć.
Drugie badanie, które pytało o zachorowania, zrobiono u 29 graczy rugby na poziomie klubowym, w tym 3 kobiety. Przez 8 tygodni sezonu jedna grupa dostawała dziennie 38 g białka w postaci siary, druga białko sojowe. Według streszczenia pracy nie wykazano różnicy w zgłaszanych zachorowaniach między grupami, a we wskaźnikach odporności i stanu zapalnego w ślinie nie wykazano istotnych różnic między grupami. Jedyna różnica, jaką znaleziono, dotyczyła wyskoku: w grupie siary o 1 cm wyżej, w grupie soi o pół centymetra niżej (Eur J Appl Physiol, 2026). Ciekawe, ale z odpornością nie ma to nic wspólnego.
Dwa kolejne badania nie pytały o zachorowania, tylko mierzyły to, co da się zmierzyć w laboratorium. W badaniu u 28 młodych piłkarzy z klubu trzeciej ligi 19 z nich przez pół roku brało 3,2 g siary dziennie, a 9 placebo; w grupie siary wzrosło stężenie przeciwciał IgG we krwi i spadły niektóre wskaźniki stanu zapalnego (Nutrients, 2023). To badanie nie było zaślepione dla uczestników, a grupy były nierówne. Więcej przeciwciał we krwi brzmi dobrze, ale w pełnym tekście tego badania zachorowań nie mierzono, więc nie wiadomo, czy ta liczba cokolwiek zmieniła w życiu piłkarzy. U 10 młodych mężczyzn, którzy po 14 dniach siary biegli około 46 minut w upale 40°C, poziom dwóch białek ochronnych w ślinie wzrósł po wysiłku, a według streszczenia pracy nie wykazano wpływu siary na te białka (J Therm Biol, 2020).
Piąte badanie dotyczyło wydolności, nie odporności: 28 triatlonistów i pływaków, 25 g siary dziennie przez 12 tygodni, placebo z białka mleka. W teście pływackim nie znaleziono istotnej różnicy (Nutrients, 2024). To nie znaczy, że siara i białko mleka działają tak samo; znaczy tylko, że przewagi siary nie udało się wykazać.








